Od 12 jestem już po spotkaniu z przyszłym niedoszłym pracodawcą. Ogólnie niestety się spóźniłam na to spotkanie, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ja spóźniłam się 5 minut, a pracodawca 35 :D Ogólnie ludzi było ok 30. Znalazł się nawet jakiś chłopaczek. Swoje odstaliśmy, wymarzliśmy i się pojawiła "szefowa". Na rozmowie była "szefowa i szef". Przez fazę "pierwszego wrażenia" przeszłam jak burza, chwilkę porozmawialiśmy i miałam czekać na wiadomość. Dostałam się do piątki i tam już niestety byłam trzecia. Wzięto dwie panie po 40 roku życia. Chociaż "szefowa" zapowiedziała, że jest to ich okres próbny i żeby w razie czego czekać na telefon. To "w razie czego" było by miłe gdyby było. Kto wie, może Panie rzeczywiście się nie sprawdzą, ale z drugiej strony są specjalne dofinansowania dla pracodawców, którzy zatrudniają osoby w tym wieku. No cóż. Nie będę tracić wiary i może trafi się coś innego. Narazie przywiozłam ogromny katar i obniżoną ciepłotę ciała. Wymarzłam się maksymalnie ;/ Brrrrrrrrr
Showing posts with label choroba. Show all posts
Showing posts with label choroba. Show all posts
Thursday, March 10, 2011
214. JUŻ PO....
Labels:
choroba,
fiasko,
katar,
praca,
przeziębienie,
rozmowa kwalifikacyjna,
rozmowa o pracę
Tuesday, March 8, 2011
211. RAJSTOPY I GOŹDZIK
Święto jak święto. Od rana były czekoladki, kwiaty, życzenia.......... standard. Ale nie standardem jest wirus. Rozmawiałam dziś z koleżanką, która ma całkiem podobne objawy wirusa do moich.Rozmawiałyśmy i doszłyśmy do wniosku, że to musi być wirus, bo nie ma innego wytłumaczenia na stan w jakim się znalazłyśmy. Nie, nie spokojnie. ŻADNA z nas w ciąży nie jest. Ale deprecha o którą zahaczamy, nerwowość, płaczliwość itd., itp. Właśnie Pani w tv powiedziała, że jutro, tak jak i dziś pogoda nie zepsuje nam humorów. No ok jutro. Ale co mam zrobić jeżeli już dziś mam zły humor. Nawet nie mogę powiedzieć, że mam zły humor. Po prostu wolę być sama. Wolę by nawet Tosia siedziała z babcią, bo nie chcę przy niej wyładowywać swoich emocji. No helołł może ktoś napisze co się ze mną dzieje?
Jestem po zebraniu w przedszkolu, i dowiedziałam się rewelacji, że i tam panuje wirus. Dotyczy oczu. Dzieciaczki mają zaropiałe oczka. Łagodniejsze objawy to lekkie zaropienie, a te w gorszym stanie nie mogą otworzyć oczka lub obu i mają wysoką gorączke. Tosia już ma zaczerwienione lewe oko. Zobaczymy jutro, co z tym zacznie się dziać. Ale już jestem nastawiona na wizytę u lekarz i pewnie okulisty.
Od Tosiulki dostałam śliczną laurkę i tulipana. Moja kochana córcia :*
Jestem po zebraniu w przedszkolu, i dowiedziałam się rewelacji, że i tam panuje wirus. Dotyczy oczu. Dzieciaczki mają zaropiałe oczka. Łagodniejsze objawy to lekkie zaropienie, a te w gorszym stanie nie mogą otworzyć oczka lub obu i mają wysoką gorączke. Tosia już ma zaczerwienione lewe oko. Zobaczymy jutro, co z tym zacznie się dziać. Ale już jestem nastawiona na wizytę u lekarz i pewnie okulisty.
Od Tosiulki dostałam śliczną laurkę i tulipana. Moja kochana córcia :*
Labels:
8marca,
choroba,
córka,
czekoladki,
dzieci,
dzień kobiet,
dziewczynka,
kwiaty,
miłość,
prezenty,
przedszkole,
słodycze,
tulipany,
wirus
Sunday, February 20, 2011
180. OGŁOSZENIA
Żyję, z każdą chwilą wracam z trawieniem do pełnosprawności, co mnie niezmiernie cieszy, gdyż naprawdę bardzo kocham jedzonko.:D Niedawno z Tosią wróciłyśmy do domu. Strach było wyruszać w trasę, bo jest bardzo ślisko, a z golfiną jeszcze jestem na per Pani. Dopiero poznaję jej przyzwyczajenia :D ale wychodzi nam to. Czasem zaniedbuję ją i zapomnę zgasić jej światełko ale zawsze ktoś z bliskich szybko mi daje znać. Dziękować za to, :D bo akumulator mi ratujecie.
Tzw. jelitówka w moim najbliższym otoczeniu przetoczyła się już przez wszystkich. Mamy oczyszczone organizmy do tego stopnia, że nawet dusze się wybieliły :). Najważniejsze, że chyba było mi to potrzebne, bo nabrałam "sił" do działania. Już wystawiłam kilka ogłoszeń o pracę. Wciąż tylko odpisuję i wysyłam cv ale czas też od tyłka strony ruszyć. Prawda? No właśnie :D
Do pracy idę dopiero w środę. Szkoda, bo wypłata będzie licha. No ale żeby się nie zanudzać nadrobię troszkę zaległości w pracowni oraz przerobię dwie pary spodni. Jednych nie noszę, a drugie załapały dziurę pod kolanem i tak zastanawiam się czy je szyć czy pruć? Mogłabym zszyć ale będzie mnie drażniło to miejsce, bo nie jest idealnie pod kolanem i będzie widoczne. Tak myślę, że będę jednak pruć Nie mam żadnych poszarpanych spodni.
A tak przy okazji skoro dżins jest nadal trendy to może czas odświeżyć również katany?
Pobujam się jeszcze po INTERcity, bo ostatnio się nazbierało ciekawostek do poczytania :) Miłego wieczoru.
Tzw. jelitówka w moim najbliższym otoczeniu przetoczyła się już przez wszystkich. Mamy oczyszczone organizmy do tego stopnia, że nawet dusze się wybieliły :). Najważniejsze, że chyba było mi to potrzebne, bo nabrałam "sił" do działania. Już wystawiłam kilka ogłoszeń o pracę. Wciąż tylko odpisuję i wysyłam cv ale czas też od tyłka strony ruszyć. Prawda? No właśnie :D
Do pracy idę dopiero w środę. Szkoda, bo wypłata będzie licha. No ale żeby się nie zanudzać nadrobię troszkę zaległości w pracowni oraz przerobię dwie pary spodni. Jednych nie noszę, a drugie załapały dziurę pod kolanem i tak zastanawiam się czy je szyć czy pruć? Mogłabym zszyć ale będzie mnie drażniło to miejsce, bo nie jest idealnie pod kolanem i będzie widoczne. Tak myślę, że będę jednak pruć Nie mam żadnych poszarpanych spodni.
A tak przy okazji skoro dżins jest nadal trendy to może czas odświeżyć również katany?
Pobujam się jeszcze po INTERcity, bo ostatnio się nazbierało ciekawostek do poczytania :) Miłego wieczoru.
Labels:
choroba,
dżins,
dziury,
odświeżanie,
ogłoszenia.,
praca,
reniowacja,
spodnie,
zdrowie
Saturday, February 19, 2011
179. POWOLI WRACAM DO ŚWIATA ŻYWYCH
Tosia po swojej chorobie jeszcze się kuruje i będzie to robić jeszcze przez kolejne siedem dni. W czwartek wieczorem wirus dopadł mamę. Ale biedna się zwijała. I miałam dwie chore osóbki pod swoją opieką. Jednak długo ten stan nie potrwał. W piątek o 4 rano i ja wylądowałam w łazience. Już dawno tak mocno nie tuliłam się do kibelka. Umierałam. Chyba nikt nie lubi wymiotować. Złamało mnie totalnie. Dziś jestem w stanie czegoś się napić. Wcześniej na samą myśl o wypiciu czegoś już lądowałam w łazience. Najważniejsze, że powoli czuje się lepiej.
Dostałam wczoraj dwie przesyłki i obie sa jeszcze zamknęte. Nie byłam w stanie ich otworzyć. W jednej z pewnością będzie papier ryżowy a druga przyszła z dkms.
Do później :D
Dostałam wczoraj dwie przesyłki i obie sa jeszcze zamknęte. Nie byłam w stanie ich otworzyć. W jednej z pewnością będzie papier ryżowy a druga przyszła z dkms.
Do później :D
Wednesday, February 9, 2011
165. NO I JESTEM
Z rana szaleństwo sprzątania, które przeciągneło się aż do teraz....uffff. Ale na szczęście już koniec. Tosia bawi się ciastoliną i kaszle nadal i nadal. Już sama nie wiem co z tym kaszlem zrobić. Ale jakoś damy sobie z nim radę. Ostatnio w przedszkolu była tydzień temu w poniedziałek. A to gorączka nas atakuje, a to kaszel i katar. Mam nadzieję, że już niedługo wróci do przedszkola. Za chwilkę wezmę się za wrzucenie zdjęć na http://angelinasowa2.blogspot.com/ . Fot wazonu nie mam. Zrobię je dopiero może podczas weeckendu ale w zamian fotosy zrobiłam buteleczkom na nalewki. W tym roku nie obejdzie się bez pędzenia :D Mam przepis na coś baaaardzo pysznego i cudownie rozgrzewającego. Już nie mogę się doczekać.
A to Tosia na kalendarzu. Taki kalendarz był świetnym prezentem pod choinkę. Nie ma co...ja to mam rozpęd. Przeciez już prawie Wielkanoc za winklem a ja jeszcze o Bożym Narodzeniu napierdzielam .....no cóż.... trudno się mówi.
A to Tosia na kalendarzu. Taki kalendarz był świetnym prezentem pod choinkę. Nie ma co...ja to mam rozpęd. Przeciez już prawie Wielkanoc za winklem a ja jeszcze o Bożym Narodzeniu napierdzielam .....no cóż.... trudno się mówi.
Labels:
butelki,
choroba,
córka,
decoupage,
dziecko,
dziewczynka,
http://angelinasowa2.blogspot.com/,
przedszkole,
rekodzieło,
Tosia,
wazon
Sunday, February 6, 2011
163. CZUJĘ WIOSNĘ :D
Kurcze ile bym dała za wiosnę, za ciepłe słońce, zielonA trawę, długaśne spacery po żwirowni, łąkach i lasach. Pełno takich terenów u mnie i tęsknie za nimi bardzo. Wczoraj i dziś fakt.....urywało łeb delikatnie pisząc, tarmosiło z każdej strony i nie było zmiłuj....ale temperatura mmmmmmmmmmalina :D. Wczoraj 8 stopni, dziś już 9 :D Ach wiosna, wiosna ach to ty ??????????? No ale przecież zbyt piękne, by było prawdziwe. Ponoć w tym tygodniu znów ma spaść temperatura do -10. Brrrrrrrrrr. Ja mam dość. Niedawno wróciłam z Tosią do domu. Spędziłyśmy pół dnia na wyjedzie i wróciłam z rozgoraczkowaną córcią. No cóż. Jutro znów nie pójdzie do przedszkola. Za to jutro wrzucę foto butelczyny, którą zrobiłam na naleweczkę. :D Cieszę się, bo naprawdę jestem bardzo zadowolona z efektu. To już drugie zadowalające mnie dzieło. Pierwszy wazon już został dany w prezencie :D Ależ mi ten decoupage sprawia wiele przyjemności. :D. Ostatnio brakuje mi czasu ale niedługo znów się zrobi luźniej :D
Labels:
choroba,
ciepło,
córka,
decoupage,
dziecko,
dziewczynka,
przedszkole,
Tosia,
wiatr,
wiosna
Tuesday, February 1, 2011
159.KASZLĄCA, SMARKAJĄCA
I stało się....na szczęście tylko tak lekko ale stało się. Tosia leży z miniprzeziębieniem. Fakt faktem nie idzie dziś do przedszkola, bo tam sytuacja prezentuje się o wiele gorzej. Panuje takie choróbsko, że wczoraj w przedszkolu było 17 dzieci. W nocy mała ostro kaszlała i smarkała więc została w domu. Nie chcę, by się bardziej doprawiła. Nie dość, że grypa, dzieci kaszlą, smarkają i mają 40stopniową goraczkę, to jeszcze ospa. Zresztą nie tylko wśród dzieci panuje i grypa i ospa. Dookoła wiele osób choruje. Mają podobne objawy. Ucisk w klatce, gorączka, która na początku jest znośna a z czasem rośnie i nie można jej w ogóle zbić. Mnie wciąż boli tylko klatka przy oddychaniu ale się nie daję. Czuję, że brakuje mi już sił ale nie ma co narzekać :D
Wczoraj złożyłam wniosek o szkolenie, czekam na telefon w sprawie pracy. W nowym miejscu ma się zwolnić miejsce i czekam na sygnał. Do tego dziś mają przyjść kolejne materiały do pracowni. Może wieczorem znajdę chwilę i uda mi się stworzyć coś przyjemnego dla oka :D Może.
Mimo tego, że Tośka jest kaszląca, smarkająca, marudząca to i tak ma dużo energii.
Małe wspomnienie WOŚP
Mogę dodac tylko tyle, że w łazience czekała na mnie niespodzianka :D Dzień zaczął mi się bardzo miło.
Wczoraj złożyłam wniosek o szkolenie, czekam na telefon w sprawie pracy. W nowym miejscu ma się zwolnić miejsce i czekam na sygnał. Do tego dziś mają przyjść kolejne materiały do pracowni. Może wieczorem znajdę chwilę i uda mi się stworzyć coś przyjemnego dla oka :D Może.
Mimo tego, że Tośka jest kaszląca, smarkająca, marudząca to i tak ma dużo energii.
Małe wspomnienie WOŚP
Mogę dodac tylko tyle, że w łazience czekała na mnie niespodzianka :D Dzień zaczął mi się bardzo miło.
Saturday, November 20, 2010
82. WCZORAJSZY DZIEŃ
Wczoraj zaczął się chyba nowy etap w moim życiu. Jak się powiedziało A, tak wczoraj było i B. Byłam lekko przygnębiona, bo nie przepadam za zmianami. Ale wieczorem już pojawiła się opcja. Pożyjemy zobaczymy. Gdy mała była po kąpieli, pobawiłam się z nią, wymęczyłam ją konkretnie i położyłam spać. Jednak i tak pewne myśli kołatały się po głowie. Postanowiłam choć przez chwilę nie myśleć i obejrzałam "GALERIANKI". Byłam w szoku i to ogromnym. A zwłaszcza z ...."kupisz mi dżinsy, to ci obciągnę...." Matko kochana. Aż mi kopara opadła, jak to usłyszałam. Ogólnie film wywarł na mnie wrażenie. Miałam mieszane uczucia. Podejście tych dziewczynek (kobietami raczej ich nazwać nie mogę), do seksu, do bycia "na poziomie", do śmierci. MASAKRA. Przez cały film oczywiście smarkałam, kichałam, prychałam i chyba stało się......jestem przeziębiona. W tym momencie wysmarkałam już drugą rolkę papieru. Nos mam czerwony. Na mojej bladej twarzy wygląda jak latarnia morska nocą. Jest widoczny i to bardzo. Mogłabym robić za renifera :) Oczy z ledwością otwieram. Światło wywiera na nie taki nacisk, jak jedna tona na jajeczko. A mam dziś ściśle zaplanowany dzień. ALE DAM RADĘ :)
Thursday, November 18, 2010
80. TINI-MINI-DEPRESZKA
Dokładnie nie jestem pewna czy jest aż tak mała ale sprawia, że czuję sie fatalnie fizycznie, psychicznie i duchowo. Mam wrażenie, że jestem rozbita na atomy pierwsze. Wszystko mnie przytłacza do tego stopnia, że łzy same cisna sie do oczu. Może to kwestia pogody, braku słońca itp. A może to świadomość tego, co sie ostatnio wydarzyło............sama nie wiem. Dziś wolny dzień a mam tyle planów, że nie wiem za co się zabrać. Wypiję tylko kawkę i spadam zająć się czym pożytecznym. Może nie będę myślała o swoim samopoczuciu tylko tą złą energię wykorzystam w sposób produktywny.
Thursday, November 4, 2010
60. WIETRZNIE
Już po pracy :) Pierwsze co zrobiłam po powrocie to poszłam do Tosi. Ma straszny kaszel. Są momenty, że aż się dusi. Ale na szczęście kaszle już odrobinę mniej. Dzis moje ręce namacały się tyle orzeszków, że hoho. Mogę być zawodowym macantem orzechów włoskiech :) Siedząc na zapleczu słyszałam jak wiatr nieźle daje radę. Nie lubię takich wichur. Gdy wieje mam ciarki, przez głowę przechodzą mi różne myśli. Wyobraźnia parcuje i "widzę", jak pekają gałęzie, jak zrywane są dachy. Żywioły bywają straszne. Nie może człowiek się przed nimi schować. Niestety. Ale uwielbiam burze latem. Kocham, gdy błyskawica przeszywa nocne niebo i rozświetla je. Uwielbiam na to patrzeć. Oczywiście mam ciary ale to już ciary innego typu. Bardziej zachwyt niż strach.
Włączyło mi się ziewanie. Idę wziąć kąpiel i obejrzę jakiś film.
Włączyło mi się ziewanie. Idę wziąć kąpiel i obejrzę jakiś film.
Tuesday, September 21, 2010
26. KILKA WYDARZEŃ
Ostatnio mam mało czasu, ale chyba jak większość. W niedzielę po pracy pojechałam z Tosią do lekarza, bo goraczka wciąż wracała. Pani doktor stwierdziła, że to angina. Sądziłam, że jak zawsze Tosia będzie grzeczna ale odstawiła mi taką szopę, że wyszłam z gabinetu w ciężkim szoku. Być może, że mała była juz tak zmęczona tą gorączką, złym samopoczuciem i brakiem energii (gdyż wcale przez ostatnie dwa dni nie jadła), że rzeczywiście nie po nosie jej było dac się badać. Ale jakoś udało sie ją uspokoić, pojechałiśmy do apteki i wróciliśmy do domu.
Wtedy znów przypomniałam sobie, że w poniedziałek mam egzamin. Noc minęła bardzo szybko, chwilę po 7 ruszyłam z Markiem do Jeleniej. Jakoś bezstresowo czekałam na wywołanie mojego nazwiska. Moja kolej przyszła o godzinie 9:11. Oczywiście auto było nieposłuszne i gasło dziadostwo. Plac zdałam z palcem w nosie. Nawet nie miałam zamiaru się czaić. Ale przy wyjeździe do miasta oczywiscie autko przypomniało mi kto tu rządzi :) i zgasło. Odpalam je znów a ono co na to? Bach i GAŚNIE. Już straciłam nadzieję, że zdam. Do tego zaczęłam się tym denerwować przez co waliłam błąd za błędem. o 10:11 oficjalnie zakończyłam egzamin. Pan po zastanowieniu się stwierdził, że egzamin ukończyłam "POZYTYWNIE". Ale byłam i nadal jestem szczęśliwa :) Arkusz przebiegu egzaminu praktycznego zostawiam sobie na pamiątkę. Po powrocie do Lwówka od razu zajęchaliśmy do wydziału komunikacji i opłacilismy prawko :) w czasie do trzech tygodniu będę pełnoprawnym urzytkownikiem dróg :)
Wtedy znów przypomniałam sobie, że w poniedziałek mam egzamin. Noc minęła bardzo szybko, chwilę po 7 ruszyłam z Markiem do Jeleniej. Jakoś bezstresowo czekałam na wywołanie mojego nazwiska. Moja kolej przyszła o godzinie 9:11. Oczywiście auto było nieposłuszne i gasło dziadostwo. Plac zdałam z palcem w nosie. Nawet nie miałam zamiaru się czaić. Ale przy wyjeździe do miasta oczywiscie autko przypomniało mi kto tu rządzi :) i zgasło. Odpalam je znów a ono co na to? Bach i GAŚNIE. Już straciłam nadzieję, że zdam. Do tego zaczęłam się tym denerwować przez co waliłam błąd za błędem. o 10:11 oficjalnie zakończyłam egzamin. Pan po zastanowieniu się stwierdził, że egzamin ukończyłam "POZYTYWNIE". Ale byłam i nadal jestem szczęśliwa :) Arkusz przebiegu egzaminu praktycznego zostawiam sobie na pamiątkę. Po powrocie do Lwówka od razu zajęchaliśmy do wydziału komunikacji i opłacilismy prawko :) w czasie do trzech tygodniu będę pełnoprawnym urzytkownikiem dróg :)
Friday, September 17, 2010
24. JA PIERDZIULE :/
Jak mi się nie chce. Już nie pamiętam przyjemności czerpanej ze snu. Kolejna przerywana co 20 minut noc, pierwsza zmiana w pracy i przyznam, że z przyjemnością wracałam do domku by móc położyć się choć na godzinkę. No cóż. Miałam taką nadzieję. Niestety nie udało się. Jutro sobota. Do 16 w pracy, później szybka rundka eLką do Jeleniej i zawitam w domu wieczorem. Tosia nadal kaszląco-smarkająco-marudna wiec i jutro mogę zapomniec o śnie. A w niedzielę niestety nie odczuję przyjemności w otworzeniu kawiarni o godzinie 10. Chyba. Tosia leży plackiem w łóżeczku, a ja mam pyszną zieloną herbatkę i za sekund kilka robię "wypad" z sieci i zanurzę sie w pościeli z "władzą" w łapkach. LENIWY WIECZÓR........to myśl przewodnia na dzisiejszy wieczór :)
Labels:
choroba,
córka,
dziecko,
dziewczynka,
elka,
nauka jazdy
Subscribe to:
Posts (Atom)
Followers
About Me
Powered by Blogger.






















