Tosia po swojej chorobie jeszcze się kuruje i będzie to robić jeszcze przez kolejne siedem dni. W czwartek wieczorem wirus dopadł mamę. Ale biedna się zwijała. I miałam dwie chore osóbki pod swoją opieką. Jednak długo ten stan nie potrwał. W piątek o 4 rano i ja wylądowałam w łazience. Już dawno tak mocno nie tuliłam się do kibelka. Umierałam. Chyba nikt nie lubi wymiotować. Złamało mnie totalnie. Dziś jestem w stanie czegoś się napić. Wcześniej na samą myśl o wypiciu czegoś już lądowałam w łazience. Najważniejsze, że powoli czuje się lepiej.
Dostałam wczoraj dwie przesyłki i obie sa jeszcze zamknęte. Nie byłam w stanie ich otworzyć. W jednej z pewnością będzie papier ryżowy a druga przyszła z dkms.
Do później :D
Saturday, February 19, 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
Followers
About Me
Powered by Blogger.

No comments:
Post a Comment