Święto jak święto. Od rana były czekoladki, kwiaty, życzenia.......... standard. Ale nie standardem jest wirus. Rozmawiałam dziś z koleżanką, która ma całkiem podobne objawy wirusa do moich.Rozmawiałyśmy i doszłyśmy do wniosku, że to musi być wirus, bo nie ma innego wytłumaczenia na stan w jakim się znalazłyśmy. Nie, nie spokojnie. ŻADNA z nas w ciąży nie jest. Ale deprecha o którą zahaczamy, nerwowość, płaczliwość itd., itp. Właśnie Pani w tv powiedziała, że jutro, tak jak i dziś pogoda nie zepsuje nam humorów. No ok jutro. Ale co mam zrobić jeżeli już dziś mam zły humor. Nawet nie mogę powiedzieć, że mam zły humor. Po prostu wolę być sama. Wolę by nawet Tosia siedziała z babcią, bo nie chcę przy niej wyładowywać swoich emocji. No helołł może ktoś napisze co się ze mną dzieje?
Jestem po zebraniu w przedszkolu, i dowiedziałam się rewelacji, że i tam panuje wirus. Dotyczy oczu. Dzieciaczki mają zaropiałe oczka. Łagodniejsze objawy to lekkie zaropienie, a te w gorszym stanie nie mogą otworzyć oczka lub obu i mają wysoką gorączke. Tosia już ma zaczerwienione lewe oko. Zobaczymy jutro, co z tym zacznie się dziać. Ale już jestem nastawiona na wizytę u lekarz i pewnie okulisty.
Od Tosiulki dostałam śliczną laurkę i tulipana. Moja kochana córcia :*
Tuesday, March 8, 2011
211. RAJSTOPY I GOŹDZIK
Labels:
8marca,
choroba,
córka,
czekoladki,
dzieci,
dzień kobiet,
dziewczynka,
kwiaty,
miłość,
prezenty,
przedszkole,
słodycze,
tulipany,
wirus
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
Followers
About Me
Powered by Blogger.

No comments:
Post a Comment