Search This Blog

Showing posts with label Kasia. Show all posts
Showing posts with label Kasia. Show all posts

Tuesday, April 19, 2011

276. POPOŁUDNIE U KASIULKI :***

     Miałam dziś cały dzień wolny. I do tego pogoda dopisała....ach, jak przyjemnie. Rano pomogłam babci, później pojechałam na zakupy, po Tosię i prawie całe popołudnie spędziłam z córką. Rzadko to się nam zdarza, ale cieszę się, że tak miło nam te chwile mijają. :)


 Bez popcornu się obejść nie mogło :)





















     Dziś podjęłam decyzję o zakupie zwierzaczka dla Tośki. Ma psy, potrafi się nimi opiekować, karmi je, wypuszcza przed dom więc to dobry moment, by dostała jakieś małe futrzane zwierzątko.  

Tuesday, April 5, 2011

256. KILKA POWODÓW DO RADOŚCI

     Zaczynamy kolejny dzień i to chyba jest pierwszy powód od radości. Drugim powodem jest brak deszczu. Trzecim, że odczuwalnie mam więcej energii niż wczoraj. Kolejnym powodem do radości jest kawa z moją Kasią......chociaż przyznam Kaśka, że dzisiejsza kawa była okropna. Już Ci mówiłam, że smakuje jak bawarka. :D 

   Tośka ostatnio wciąż mówiła o skakance, więc wczoraj postanowiłam jej kupić. Niestety różowej nie było, bo oczywiście to jej ulubiony kolor, ale najważniejsze, że ta przypadła jej do gustu :)


      A dziś do pracy lecę na luziku. Żadnych szpilek, spódnic czy rurek. 





Friday, December 3, 2010

102. KONIEC

     Dzień dobry tak na początek. Mam za sobą kolejną ciężką noc ale jest ok. Pozytywnymi stronami tej nocy  jest Tosia, bo spała bardzo długo i obudziła się w doskonałym humorze i z uśmiechem na twarzy a drugą pozytywną stroną jest to, że mam PYSZNA KAWĘ i jest mi ciepło.

     MOŻE NADSZEDŁ JUŻ KONIEC ZŁYCH EMOCJI W OSTATNIM CZASIE :) Moja wyrocznia na dziś:

Fu: Powrót,
Po okresie ciemnym i złym nareszc
ie nadeszła faza odrodzenia. Chwila ta jest najlepszym momentem na rozpoczęcie nowej drogi – ale bez zbędnego pośpiechu. Nic nie stanie Ci na drodze w osiągnięciu celów. -Ciekawe skąd wiedzieli, że dziś jest taki przełomowy dzień :)?


     KONIEC. Dziś jest ostatni dzień w pracy. Ale nie oznacza to, że nie będę nadal pracować. Będę. Będę pracować w tym samym miejscu. Niestety z opłakanym skutkiem szukam czegoś innego. Wczoraj wzięłam udział w ankiecie dotyczącej nowej rady miasta. Mogłam wybrać jedną z przedstawionych możliwości "Czym w pierwszej kolejności powinni zająć się radni"

  • Kanalizacją obszarów wiejskich
  • Budową i remontem świetlic wiejskich
  • Renowacją zabytków
  • Nowymi miejscami pracy
  • Remontami dróg i ulic
  • Budową i remontem sal gimnastycznych
  • Segregacją śmieci w gminie
  • Promocją miasta
  • Pomysłem na przyciągnięcie większej liczby turystów
  • Organizacją nowych imprez kulturalno-rozrywkowych
  • Stylizacją rynku
  • Usługami darmowego internetu w gminie
  • Zwiększeniem współpracy z mieszkańcami
  • Poprawą podstawowych usług medycznych
  • Rozszerzeniem tras turystycznych 

Wybór mój podkreśliłam :) Idę coś porobić, pobawię się z Tosią. Na 16ta jadę do pracy i spotkam się dziś z moją Kasią :D. Ta myśl poprawia mi humor ":)

Sunday, November 21, 2010

83. DOKUMENT

     Całą sobotę ciężko pracowałam. Z rana rozpaliłam w piecyku, by przyjemniej się funkcjonowało w domu, wrzuciłam pranie, umyłam okna w przedpokoju i zmieniłam firanki na nowe. To specjalnie dla mamy. Oczywiście nie można zając się jedną rzeczą. W między czasie biegałam do Tosi, układałam z nią domek z klocków, czytałam książki tak jak chciała. Wrzuciłam drugie pranie, rozwiesiłam pierwsze i weszłam w końcu do pracowni. Tam również powalczyłam z oknami, firankami, dywanem, podłogą itp, itd. Oczywiście ze smilem na dziobie wychodziłam z pomieszczenia, bo czystość już raziła w oczy i co zrobiłam? Ja, jako pierwsza sierota RP swoją łamagowością stłukłam doniczkę. Myślałam, że wyjdę z siebie. W ciągu kilku chwil zdołałam sobie podnieść ciśnienie do 400 chyba. Wystarczyło, że zobaczyłam mamę plus ta nieszczęsna doniczka zrobiły swoje.
     Ostatnio znów się nie układa między mną a mamą. A wręcz jest tragicznie. Boli mnie to, że nie mogę z nią porozmawiać. W czwartek wieczorem wydarzyło się bardzo wiele i chciałam z nią pogadać. Miałam nadzieję, że mnie wysłucha, wesprze a tu hasło "coś z tymi schodami trzeba zrobić". KONIEC. Już nie będę tak naiwna i nie będę wierzyć przez kolejne 28 lat, że coś się zmieni. Że kiedyś mama tak zwyczajnie będzie chciała ze mną porozmawiać, jak matka z córką.
     Wracając do soboty. Wrzuciłam kolejne pranie i wzięłam się za odkurzanie całego domu. Mniej więcej skończyłam ogarniać wszystko około 15tej.
     Nie miałam już siły, by gotować obiad, więc poszłyśmy do babci. Po obiedzie wraz z Tosią pomogłam babci w ogrodzie. W domu byłyśmy po 18 tej.
     Miałam w planie jeszcze zrobić porządek za domem ale już było ciemno i nadgarstek odmawiał posłuszeństwa. Przez przypadek trafiłam na film dokumentalny "CZYJE TO WŁOSY?" Młoda Brytyjka przedłużała sobie włosy i była ciekawa, skąd się one wzięły. W swoim prywatnym śledztwie dotarła do Rosji oraz Indii. Część z Indiami była niesamowicie ciekawa. Kobiety, które decydują się na zgolenie głowy robią to dla boga. W podziękowaniu lub w prośbie. Byłam w szoku, gdy zobaczyłam piękną indyjkę, która zdecydowała się na stratę włosów by bóg pozwolił im nadal mieszkać w ich chacie. To straszne. popłakałam się, gdy pokazano dzieci do 4 r.ż. Dziewczynki miały śliczne włosy. Długie, kruczoczarne. Tylko pozazdrościć. Rodzice prowadzili swoje dzieci (i dziewczynki i chłopców), by "fryzjer" zgolił im włosy. Dziewczynki bardzo płakały, krzyczały, wyrywały się. Ta cała "akcja" również była z pobudek religijnych. Wierzono, że pierwsze włosy są jeszcze z poprzedniego wcielenia i przynoszą nieszczęście.
     A później już było tylko przyjemnie. Wyciszyłam się rozmową z moją Kasią, Tosia szybko odleciała.

     A dzisiejszy dzień to obijanie się, zabawy z Tosią oraz obowiązek obywatelski czyli głosowanie.

MIŁEJ NIEDZIELI :)

Monday, November 8, 2010

67. CHĘCI

     Miałam ogromne chęci powiedzieć dziś szefowi, że szukam nowej pracy. Przecież musi się przygotować na ewentualną zmianę personelu. Naprawdę chciałam. Otworzyłam kawiarnię jak zwykle, umyłam podłogi, wyszlifowałam sztućce, na chwilę zajechał Marek i przyjechał szef. Ale jakoś się rozmowa nie bardzo kleiła. Po kilku minutach szef pojechał. Trudno. Jutro tez jest dzień i będę wyczekiwać momentu, w którym możliwe będzie moje "porozmawianie".

     Po powrocie z przedszkola Tosia opowiadała o koleżance. Nikola to chyba jej BEST FRIEND. Dziś, jak tylko weszłyśmy na salę Nikola podbiegła do Tosi, chwyciła ja za rękę i poszły obie bawić się. To miłe. Jednak wiem, że kiedyś spotka ją niejedno rozczarowanie. Wiele lat potrwa zanim znajdzie prawdziwego przyjaciela. Może w ogóle go nie spotka. Dla mnie problemem było znalezienie kogoś bliskiego. Mam "swoją" Kasię ale ona wyjechała do Wrocławia. Mieszka tam już czwarty rok. Mimo, że też tam mieszkałam przez czas ciąży miałyśmy stosunkowo mało czasu dla siebie. Ona w pracy, ja w pracy na nocki. Mijałyśmy się w dodatku mieszkała na drugim końcu Wroclove. Bywało, że pracowałam przez 6 nocek z rzędu. To był mój rekord. Będąc w ciąży pracowałam jako kelnerka. Do pracy szłam na 15tą. W jednym klubie pracowałam do 4 rano, przechodziłam do drugiego (właściciele mieli trzy kluby obok siebie), tam warowałam do 6. Wracałam do mieszkania, kąpiel, padałam na twarz ok 7 ze słoniowatymi nogami i wstawałam ok 13:30 znów do pracy. Było bardzo ciężko. Tym bardziej, że od 4 miesiąca ciąży nogi mi puchły do niewyobrażalnych rozmiarów już po 10 minutach od wstania z łóżka. Mając dwa dni wolnego w mieszkaniu nie byłam w stanie odpocząć, gdyż mieszkałam przy Kazimierza Wielkiego. Okna miałam od strony południowej i w pokoju miałam prawie 30 stopni na plusie. Dopiero nad ranem było troszkę chłodniej. Ogólnie najgorszy czyli końcowy czas ciązy przebiegał u mnie w najbardziej skwarną część roku. Wyobrażacie sobie lekko +40 stopni, miasto, budynki, brak wiatru, nagrzany asfalt itp, itd? A do tego długie spodnie? Non stop długie spodnie! ........................ Chyba odbiegłam od tematu przyjaźni. Z Kasią utrzymujemy kontakt ale już nie tak częsty. Za to jak przyjedzie to mamy o czym rozmawiać :) Tęsknię za nią. Teraz zastępuje ją Marek. Oczywiście to nie to samo, bo nie potrafię mu powiedziec o wszystkim. Takie już chyba są kobiety, że z przyjaciółką rozmawiają o wszystkim. Z przyjaciółką porusza sie tematy od jabłka do wielkiej dupy. I przy niej zostanę. Nie chce już się nikomu zwieżać, tłumaczyć, opowiadać od początku co i jak. Już mam dość. Musze się nauczyć nie ufac ludziom. Kiedyś się nauczę.

     Teraz idę wykąpać Tosię.

Followers

Powered by Blogger.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...