Czwartek, 30.12.2010rok. Zadzwoniła mama z informacją, że w miejscu jej pracy wyrzucono psa. Pojechałam wieczorem i usłyszałam historię znajdy. Rano jeden z pracowników zobaczył "coś" obok spycha. Myślał, że to maskotka, bo to "coś" się nie ruszało. Podszedł bliżej i się przeraził, bo zwierze zaczęło mrugać a jego łapy były aż czerwone od przemrożenia. Przeniesiono psa w ciepłe miejsce. Tak pies leżał aż do wieczora. Przywiozłam trochę karmy i na szczęście zaczął jeść. Tego dnia było -17stopni. Gdy ten pies zerkał na nas wystraszony dostałam mini ataku agresji na ludzi. Jak tak można? Pies był już stary, nie miał śladów obroży czyli raczej trzymany był w domu. Jak można wyrzucić zwierzę? No jak? Jaki był powód? Bo stary? Kurde sama bym wystawiła takiego człowieka w samych gaciach na mróz i niech sobie radzi. Pies był rzeczywiście dość stary, jego oczy były już mętne. Niewysoki kundel, czarny w białe łaty. Naprawdę ładny. Zostawiłyśmy mu karmę, wodę i ustaliłyśmy z mamą, że go zamknięty tam, gdzie teraz leżał i wrócimy po niego w Nowy Rok. Tak też zrobiłyśmy. Jednak tego dnia już psa nie było. Miska po karmie została wyrzucona, a po psie ani śladu. Mama wykonała kilka telefonów i okazało się, że pies chciał bardzo wyjść i mamy kolega go wypuścił. Trochę nas to zmartwiło, bo były kolejne fale mrozów, a pies z pewnością nie był od okolicznych sąsiadów. Było nam przykro, że zniknął.
Piątek, 07.01.2011r. Dziś ku mojemu zdziwieniu pies przyszedł do nas pod bramkę. Byłam w ciężkim szoku, że trafił akurat tu. Miał do przejścia około pół kilometra. W sumie ucieszyłam się, bo mam pewność, że znajda będzie u nas miała bardzo dobrze. Tak, jak każde zwierzę, które jest podrzucane. Naprawdę bardzo się cieszę. Przynajmniej zła passa dzisiejszego i wczorajszego dnia została przerwana przez naprawdę miłe wydarzenie :)
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
Followers
About Me
Powered by Blogger.

No comments:
Post a Comment