Search This Blog

Thursday, February 17, 2011

178. FATALNA NOC

     Bez zbędnych pierdół i ględzenia. Tosia wstała o 2 rano i chciała coś zjeść. Zeszłyśmy do kuchni i nawet nie zdążyłyśmy dobiec do zlewu, gdy Tosia zwymiotowała. Pierwszy raz coś takiego przeżywała i przyszło jej to powtarzać przez pierwszą godzinę dosłownie co 6 minut, przez kolejne trzy godziny co 15 minut, a na koniec do ósmej dwa razy na godzinę. Jak w zegarku. Blada, wykończona spała w moim łóżku, a ja siedziałam opatulona w koce przy niej. Czatowałam. Pilnowałam. Bałam się. Rano zadzwoniłam do przychodni i co? Pediatra dziś nie przyjmuje. No ale udało nam się wkręcić do jakiegoś znachora dla dorosłych i okazało się że mała ma wirusowe zapalenie krtani i od tego wymioty. Poszłam do apteki z bólem. Gdy patrzyłam na ilość leków wiedziałam, że na kilku dyszkach się nie skończy. Byłyśmy bliskie przekroczenia magicznej linii dwustu złotych. Tosia dopiero zjadła lekkie śniadanie i dostała pierwsze końskie dawki leków. Ona ma świetny humor, bawi się tak, jak by noc minęła spokojnie, a ja nie widzę na oczy. Idę pokimać przez dwie godziny:/

 

No comments:

Post a Comment

Followers

Powered by Blogger.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...