Search This Blog

Wednesday, May 11, 2011

300. CIEPŁO, CIEPLEJ, +25

     Uwielbiam słońce, ciepło i tą małą ilość ciuchów :) Dzień minął szybko. Nie obyło się jednak bez adrenaliny. Zdenerwowałam się dość troszkę bardzo. Inaczej nie potrafię tego określić. Dzisiejsza młodzież jest niewychowana, za nic ma panujące obyczaje, prośby itp. A gdy przychodzi co, do czego, słowa przepraszam z pewnością nie uraczysz. Obok naszego ogródka kawiarnianego znajduje się małe boisko. Przyszło dwóch chłystków i zaczęli walić w piłkę z całej siły. Ta z olbrzymim hukiem odbijała się od naszego ogrodzenia. Gdy zwróciłam im uwagę i poprosiłam, by nie kopali w tym kierunku tak mocno, Ci zaczęli warczeć jak dzikie psy. W końcu pech chciał, że piłka wpadła na jeden z naszych stolików. Na szczęście nikt przy nim nie siedział. Kara jednak musi być i zakonfiskowałam im piłkę. Gdy obaj przyszli .......zaczęło się. Jeden był pasywny. Stał z boku, obserwował i ani słowem się nie odezwał. A ten drugi, aż strach myśleć, co z niego wyrośnie.  Człowiek starał się do niego przemówić ludzkim głosem, wytłumaczyć mu, że tak nie powinien robić, i że wypadało by przeprosić. A ten gówniarz z ryjem do nas, że to my musimy go przeprosić, bo dotknęliśmy jego piłki i ukradliśmy ją. Ja zrobiłam oczy jak pięć złotych i w pewnym momencie myślałam, że mnie zatka. Ale nie!!!!! Tłumacze małolatowi, że jeżeli tak bardzo chce się wyżyć na piłce, niech idzie na stadion. Tam mają baaardzo dużo miejsca i mogą kopać do woli. Ten stwierdził, że stadion jest dla niego za duży i woli mniejsze boisko. Mówię chłystkowi, że tam przynajmniej nikomu i nikt jemu nie będzie przeszkadzał. To boisko otacza niewielki mur, za którym są domy mieszkalne, ich piłka często lądowała też na drodze więc stadion będzie najlepszym rozwiązaniem. Ale do gówniarza ani jedno słowo nie trafiało. W pewnym momencie poszli. Myśleliśmy, że sobie odpuścili. Ale nie. Wrócili z kolegą. Znów zaczęła się akcja, że mamy go przeprosić, przestać pieprzyć i oddać piłkę. Oczywiście nie obyło się bez obscenicznego plucia i pokazywania jaki to on jest już dorosły. Z tej trójki jedyną "dorosłą" osobą był kolega, który do nich dołączył. On, dla świętego spokoju i najprawdopodobniej tylko dla odzyskania piłki przeprosił w ich imieniu. 

Po tym wydarzeniu zaczęłam myśleć o dorastaniu Tosi. Wystarczy moment, by zachowywała się podobnie. O jeden raz za dużo mogę kiedyś krzyknąć, lub zignorować jej negatywne zachowanie i może traktować mnie dokładnie w podobny sposób. Może mnie ignorować, mieć gdzieś i sądzić, że tylko ona ma rację. W takich chwilach zdaję sobie sprawę z tego, ile ciężkich momentów mnie, nas jeszcze czeka.  


 Dziś były lody miętowo-czekoladowe. PYCHAAAA



...Tu dam kreskę, tu dołożę......bedzie arcydzieło :)



Dinuś. Bardzo częsty towarzysz zabaw :)














      Plan na później jest z pewnością jeden. Robimy bukiet dla strażaków. Jutro grupa Tosi idzie do nich, bo mają swoje święto :)

No comments:

Post a Comment

Followers

Powered by Blogger.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...